Erasmus w pigułce – całe zło tego świata

erasmusKolejny sobotni wieczór spędzony w Nowej Jerozolimie, trzy razy oblali mnie różnego rodzaju płynami. Raz nawet drinkiem dostałem. Pointą nie jest to, że mój zapach podobny był do zapachu podłogi po domówce. Sprawcami byli ludzie zwani pieszczotliwie erazmusami.

Hejt

Mój wzrok nie prezentował zadowolenia i miał tu wjechać hejt na tę bandę najebusów. Później przyszła refleksja: ‚czekaj, czekaj, Ty też byłeś na wymianie’. Jak sięgnę pamięcią, to lokalna ludność mogła nie być zachwycona moim zachowaniem. W myśl nie bycia hipokrytą artykuł zmienił kontekst.

jesteś grzechem na całe zło

Umowa bilateralna, Erasmus, wymiana studencka, czyli całe zło tego świata, kumulacja sześcio-lub-dwunastomiesięczna. Hulaj dusza, piekła nie ma. Moja rodzicielka przestrzegała ‚Tylko uważaj synku na tym Erasmus’ie! Nie wróć uzależniony od narkotyków!’.

Koka z nosa, się sypie!

Jakby w Polsce nie można było się uzależnić… Na przykład od alkoholu?
Opcjonalnie do wypróbowania jest wszystko, jak wszędzie. Szanse są takie, jak Twoje chęci i psycha.

erasmusPieniądze ze stypendium nie pozwalają na wystawne życie, jeśli w ogóle dają jakiekolwiek szanse na przeżycie, to są one minimalne. Nie wyczułem zagrożenia w tym departamencie. Za samo mieszkanie co miesiąc płaciłem więcej, niż dostawałem z Unii Europejskiej. Różnica wynosiła pięćdziesiąt euro. Niby niewiele, ale dodaj utrzymanie z własnych pieniędzy, wychodzi, że faktycznie uzależnić można się od ryżu lub Sangrii.

czyli co?

Moją przygodę przeżyłem w Hiszpanii, w najpierw deszczowym, wietrznym jak cholera, a później do bólu parnym i słonecznym Madrycie. Był to semestr letni, wylądowałem na miejscu w lutym. Przez pierwszy miesiąc stale walczyłem z chorobą. Czyż nie brzmi zachęcająco?

Do plusów niewątpliwie można zaliczyć to, że pewnego dnia w marcu wyszedłem z domu jakby nigdy nic i porządnie przysmażyłem się na czerwono. Dwadzieścia dwa stopnie wczesną wiosną to piękna sprawa, nawet przy tej samej temperaturze słońce działa mocniej.erasmusZamieszkałem w szcześciopokojowym, multikulturowym mieszkaniu. W każdym z szcześciu pokoi mieszkała osoba o innym pochodzeniu. Nasze dyskusje były żywiołowe, wszyscy mieliśmy inny sposób na życie oraz wartości. I tak czy jesteś Belgiem, Włochem, Francuzem, Hiszpanem, Amerykaninem, Grekiem, Turkiem czy Polakiem, wszyscy wiemy swoje i nikt nam nie przetłumaczy, że ‚inaczej’.

Wybrałem lokum w centrum, pojechałem poznawać ludzi, a nie codziennie oblegać uniwersytet. By dostać się na tamtejszą alma mater, raz po raz czekała mnie czterdziestominutowa przejażdżka metrem. Swoją drogą Madryt jest świetnie skomunikowany.

Dałem radę, semestr zaliczyłem, humanistyczne i ekonomiczne przedmioty były łatwiejsze, podczas, gdy matematyczne sprawiały większą trudność, standard. Wykładowcy jak w Polsce. Poziom nauczania trudno oceniać, ‚erazmusy’ rządzą się swoimi prawami, nawet gdyby ichni profesorowie nie chcieli tego przyznać.

nostalgia

erasmusChoć dni leciały szybko, to pod koniec nie mogłem doczekać się powrotu do Polski. Może miałem zbyt napięty grafik socjalny lub po prostu było mi za gorąco (wątpię). Wiem jedno – tęskniłem za polską kulturą, pomimo tego, że tam też po każdej nocy zastawałem te same, osikane ulice.

Pozostałości

Teraz mógłbym powiedzieć, że dzięki wymianie wiem więcej o życiu. Gówno prawda, niby zderzyłem się z tyloma różnymi ideami, ale ludzie nie zmieniają się tak szybko. Podsumowując: na wymianie do zdobycia są trzy bazy (nie wszystkie są powiązane jak u kobiet w USA):
– język i kultura,
– ogarnięcie życiowe,
– znajomości;

3 Comments

    1. niczym.pl niczym.pl

      To dobrze, że masz odwagę prowadzić bloga i mówić całemu światu, co Ci gra w głowie! Z tego co widzę, to nadal masz szansę, jeśli myślisz, że sama sobie nie poradzisz, zawsze możesz jechać ze znajomymi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *