Uczulenie na religię

Religia towarzyszy mi od małego, założę się, że kiedy byłem malutkim bobasem, leżałem na rękach u mamy czy taty i słuchałem, co mądrego do przekazania ma ksiądz z ambony. Moja droga wiary nie okazała się usłana różami, jak chcieli tego rodzice, w zasadzie wcale się nie okazała. Mój status na dziś: niewierzący, praktykujący. Przed bramą niebios św. Piotr pokaże mi ten wpis na swoim niebiańskim tablecie i spyta: „Co tam mówiłeś Krzysiek? Że wierzysz i jesteś ochrzczony?”. Na chwilę obecną miejsce w piekle mam pewne. Nadzieja w tym, że z wiekiem wiele się zmienia.

Przedszkole i podstawówka

religie, religiaW tamtym okresie byłem silnie wierzący, zupełnie nie wiem, jak do tego doszło. Gdy to piszę, nie wierzę. Sporo się modliłem i myślałem o śmierci, nie mam pojęcia, z czego to wynikało. Nie przeszkadzało mi to, że chodzę do kościoła, choć nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek słuchał kazania. Jak patrzę na to z perspektywy czasu, był to pewien rytuał, który po prostu był. Bo tak! Bo tak się robiło, co niedziela.

Po komunii zebrałem nawet pięć czy dziewięć pierwszych piątków miesiąca, teraz nie pamiętam, ile to było. Była frajda, jak pamiętam, co piątek stroić się w garnitur, by iść do kościoła, a na miejscu czekała już cała zgraja znajomych z pierwszej komunii. Spora część z nas wytrwała do końca, ba, nawet nam się to podobało.

A miało być tak pięknie…

Jeszcze w 6 klasie dywagowałem na temat śmierci, pamiętam, jak moja siostra powiedziała mi, że jest dumna i pełna podziwu, w końcu ma takiego inteligentnego brata. Uważam, że szczyt swojej duchowości i płynącej z tym moralnej inteligencji, jeśli można ją tak nazwać, przeżyłem w wieku 12 lat. Jest to trochę smutne, nie da się ukryć.

Od tamtej pory dobrze już nie było, poszedłem do gimnazjum i priorytety gwałtownie się zmieniły, kościół i wiara postrzegane były raczej obciachowo, jako strata czasu. Wraz z upływem lat, obowiązek religijny rodziców, wychowania mnie w wierze, stał się moim utrapieniem. Co niedziela byłem ciągnięty na siłę, by godzinę odsiedzieć w świętym miejscu. Zgodnie z umową, dopóki nie byłem dorosły w wierze. Byle do bierzmowania…

Dorosły w wierze jednym prostym cięciem odseparowałem się od tego wszystkiego. Szkoda księdza, którego nazywaliśmy batmanem, naprawdę we mnie wierzył i myślał, że ja wierzę. Na kolędzie po bieżmowaniu skwitował:

Zszedłeś na ścieżkę szatana.
Co jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że religia nie nadaje się do mojej rzeczywistości.

O co się bić?

Dlaczego, jeśli nie wierzę w to, w co wierzy ktoś inny, to robię źle? Co to za absurd! Jeśli nie ma miejsca na indywidualizm i własne podejście do tematu, to ja pierdolę wspólną wiarę. Nie chodzę do budynku zwanego kościołem w niedziele i święta, czyli jestem na ścieżce zła. Wolne żarty. Ilu ludzi zabija się o religie? Ile wojen, prześladowań, szykan trzeba, żebyś się skapnął, że coś tu jest nie tak?

Czym dla mnie jest religia?

Religia to świetne narzędzie do kontrolowania grup społecznych i narzucania im wartości, reguł. Zwykle są to pożądane w społeczeństwie wytyczne, ale jak to z ludźmi bywa, każdy miecz ma dwa końce. Wyobraź sobie, że poszczególne regiony świata wymyślają podobne reguły i siłę zwierzchnią, od której je dostały. Tyle że te siły nadrzędne nie nazywają się tak samo. Łał! Teraz można mieć świetny pomysł, nawróćmy innych! Przecież to Jezus w trójcy jedyny jest prawdziwym Bogiem! Witaj na Ziemii.

Religia jest potrzebna, by niektórzy mogli żyć. Bez siły wyższej nie widzą sensu egzystencji lub nie mają siły egzystować. Tego nie potrafię wytłumaczyć. Wiem, że każdy jest inny i to wystarczy. Cieszyłbym się, gdyby większość wierzących nie wysyłała mnie do piekła za każdym razem, gdy przeklnę, choć widzę wartość w powstrzymaniu nadmiaru „kurw”.

Co sądzisz o religii? Czy jesteś, jak większość Polaków, wierzącym niepraktykującym?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *